czwartek, 3 grudnia 2009

2009.12.03 11:38 Słowo brukiem się stało



Słowo brukiem się stało

W Faktowym art. pt "Pijak staranował radiowóz" (01.12.2009) opisany jest kierowca fiata punto, a na zdjeciu jest seicento fiat. Ot, drobiazg...




Dziś przy kryzysie w Fakcie i olbrzymiej większości innych redakcji dziennikarze lądują na bruku. Dostają odprawy i do widzenia. Z reporterami, którzy nie znali dobrodziejstw stałego etatu, firmy postępują znacznie gorzej. Obniżają wierszówkę czy honoraria za zdjęcia, nie przedłużają umów-zleceń bez żadnych konsekwecji prawnych czy finansowych. Skutki kryzysu odczuwają zatem w pierwszym rzędzie ci, którzy de facto kształtowali prasę. To oni zbierali materiały. To oni swoim słowem wpływali na rzeczywistość. A dziś ta rzeczywistość dała im tęgiego kopniaka. Przy tym zasadą jest, że oszczędności w firmie dotykają tylko tych na dole, zarządy czy kadrę redaktorską takie przykrości raczej omijają.

Teoretycznie wydaje się to mało logiczne. Przecież lepiej zwolnić jednego zastępcę naczelnego i zaoszczędzić realnie ok. 30 tys. zł, niż wywalać 10 działających w terenie dziennikarzy. Przecież czterej pozostali zastępcy bez problemu udźwigną obowiązki zwolnionego piątego. Łatwiej, niż osłabiona potężnie zwolnieniami i nawałem nowych obowiązków brać dziennikarskich „dołów”. Ktoś w końcu musi realnie robić gazetę, czasopismo, program telewizyjny czy radiowy.

Tak byłoby logiczniej, ale… W redakcyjnych układach dużo wyższą pozycję zajmują poprawiacze słów, niż ich twórcy. Łatwiej zatem rozstać się z dziesięcioma „zwykłymi” dziennikarzami czy fotoreporterami, niż z jednym redaktorem. Nie ten, to inny. Wywalimy 10 „wyrobników słowa”, na ich miejsce przyjmiemy 10 jeszcze tańszych! Sytuacja dziwaczna, acz obecnie normalna. Nie tylko w Fakcie, niestety.

Nie neguję roli redaktorów, Boże broń. Redaktor z prawdziwego zdarzenia stanowi tzw. świeże spojrzenie na zebrany przez dziennikarza materiał. Nie jest związany uczuciową pępowiną z efektami pracy reporterskiej. Może wytknąć błędy, niedociągnięcia, niejasności, które dziennikarz popełnił nawet bez złych intencji. Redaktor chłodnym okiem ocenia, czy materiał spełnia standardy. Tyle teoria.

W praktyce Faktu i innych mediów jest odwrotnie. To redaktor decyduje, co chce mieć w materiale. W Fakcie odbywało się to w taki sposób, że padała gotowa teza typu „Oto najgłupszy gliniarz w Polsce!” czy „Ten drań katował żonę”. Dziennikarz pisał (po faktowemu – formatował) materiał pod tak przygotowany tytuł. Zdarzało się, że zebrany materiał nie pasował do ramki. Co wtedy? To już zależało od kręgosłupa tego konkretnego dziennikarza. Godził się na takie „formatowanie” tekstu, lub próbował forsować swoją wersję. Taka próba zazwyczaj kończyła się ostatecznm odrzuceniem tematu. I w rezultacie za upór w dążeniu do prawdy dostawał po nosie właśnie ten „zwykły” dziennikarz. Redaktor brał po prostu materiał innego reportera i wypełniał szpalty.

Inny przykład redakcyjnej ingerencji. Dziennikarz napisał materiał, redaktor pozmieniał w nim wszystko. W zasadzie powstawał całkiem inny tekst, niż materiał pierwotny. Pojawiały się „podkręcone” czy wręcz zmyślone wypowiedzi bohaterów. Zmianie nie ulegało tylko jedno – podpis pod materiałem. To przykład jawnego łamania prawa prasowego, bo przecież autor firmuje swój artykuł swoim nazwiskiem! W przypadku korekty materiału redakcja ma obowiązek zapytania autora o zgodę przed publikacją. W przypadku Faktu nie słyszałem o takiej autoryzacji. W realiach innych redakcji dzieje się zresztą identycznie.

Co się stało, że dziennikarz, fotoreporter przestali być Twórcami Słowa i stali się jego wyrobnikami? Moim zdaniem zaważyła olbrzymia dysproporcja pomiędzy podażą, a popytem. Dziennikarze z całej Polski „produkują” codziennie do Faktu 30-40 materiałów, wchodzi co najwyżej jedna trzecia. Redaktor robi mix wedle własnego uznania i w ten sposób Twórca Słowa staje się petentem. Puszczą jego materiał, albo nie. Zyska, albo straci. W tej sytuacji redaktor z roli doradcy awansował na Naczelnego Cenzora, na Pana dziennikarskiego być albo nie być. W Fakcie tak jest, w ilu redakcjach jest identycznie? We wszystkich, czy tylko w większości?

Trudno się w tej sytuacji dziwić olbrzymim dysproporcjom płac pomiędzy szeregowymi dziennikarzami a kadrą redakcyjną. Kadra to zaufani ludzie redakcji, którzy zawsze dostarczą odpowiednią ilość słownego produktu medialnego. Zawsze dostaną go od tego czy innego producenta słownych „kup”.

Nie wiem, czy w polityce długofalowej jest to z zyskiem dla konkretnej redakcji. Słabo wyszkolony (choć tani) dziennikarz z małym doświadczeniem puszczony na szerokie wody może zachowywać się, jak małpa z brzytwą. Dążność do „bycia pistoletem” przesłoni mu kanony zawodu, które zresztą zna dość pobieżnie. Efekt? Podstawowe, szkolne błędy, które nie zawsze wyłapie redaktor. I przegrane procesy prasowe.

Dopóli przegrana w sądzie nie będzie wiązała się z olbrzymim odszkodowaniem dla ofiar artykułu, dopóty tani wyrobnicy słowa będą normą. Nikt wydawców nie przekona nawet najbardziej porywającą przemową, że warto zadbać o standardy dziennikarstwa, o bardziej fachowe „doły”. Tu może zadziałać tylko i wyłącznie ekonomiczny rachunek zysków i strat. Przy sądowych wyrokach rzędu 30-50 tys. zł za przegrany proces, zysk i tak jest po stronie wydawcy. Dopiero milionowe odszkodowania są w stanie zmienić ten bilans i jednocześnie przywrócić wartość Twórcom Słowa.

Dawid

21 komentarzy:

  1. Doktor Mierzwiak (gość) czwartek, 03 grudzień 2009, 12:19
    Witam,

    już kilka lat chodzę po tym świecie. Dawid podjął w tym poście bardzo ciekawy wątek. My, którzy od kilku już lat żyjemy w danej branży, dostrzegamy spłycenia. Kiedyś, za dni mojego zawodowego startu, liczyły się idee, pomysłowość oraz wysiłek, który człowiek wkłada w wykonywane dzieło. Jednak z upływem lat, bardziej zaczął liczyć się materialny wątek, niż kreatywna produktywność. Narzędzia, które sami sobie przygotowaliśmy (np. udogodnienia informatyczne) zostały szybko zaadoptowane do wykonywania kopii jednego pomysłu. Tak powstała tzw. taśma.

    Dziś mamy już prawdziwy kombinat, który niemal w każdej dziedzinie życia wprowadził rozwiązania taśmowe. Niektóre z dziedzin na tym zyskały, niektóre straciły. Niestety prasa jest dziedziną iście kreatywną. Jeśli proces produkcji taśmowej połączymy z wydajnością (na ilość), zawsze na tym traci jakość produkcji. Tak stało się z gazetami typu Fakt.

    Istnieje bowiem bardzo cienka granica. Jeśli ktoś jest kreatywny, to dobrze. Ale jeśli jest kreatywny, a może być jeszcze bardziej – to jeszcze lepiej. Tak właśnie dzieje się w wydawnictwach, w których nie liczą się FAKTY, a ilość. Drukuje się dużo i bez sensu. Ot, taka szmatława gazetka. Ma swoich odbiorców, tak samo jak odbiorców mają komiksy. Komiksy jednak są zgoła fantazją autorów (chyba, że oparte na historycznych faktach), a gazeta powinna przekazywać obraz realny. Tymczasem mamy tutaj zakłamanie. W najlepszym wypadku niespójność w doniesieniach. A to drobny błąd, a to coś naciągnięte... a to coś zupełnie wyssane z redakcyjnego palca.

    Przypomina mi się jedna z Ksiąg Tytusa, Romka i A'Tomka. Była tam opisana historia pracy w wydawnictwie Trelemorele. To idealne podsumowanie tego komentarza – Fakt właśnie jest wzorcem takiej redakcji. :) Jeśli ktoś czytał, to wie... Pozowane fotki (chłopcy kapiący się zimą), wysysanie wieści z palca, itd. :)

    Tyle tylko, że tam był komiks i nie straciliśmy sympatii do występujących w nim bohaterów. A tutaj mamy życie... i żywych ludzi, których zawód jest powoli przyrównywany do rynsztoku.

    Pozdrawiam
    Doktor Mierzwiak

    OdpowiedzUsuń
  2. wieseik (gość) czwartek, 03 grudzień 2009, 13:24
    co za problem, przenis pan bloga na serwis amerykanski i po sprawie -blogowisk w necie od groma -np wordpress

    OdpowiedzUsuń
  3. Piotr (gość) czwartek, 03 grudzień 2009, 13:58
    Tez tak mysle, Sa ciekawsze miejsca w necie. Sadze, ze o tym redaktorstwo faktu nie pomyslalo. Coz jesli nosi sie taakie buty jak na zdjeciach wice naczelny faktu...nie komentuje.
    Dawidzie czas na nowy serwer. Interia i tak dzieki Tobie skorzystala.

    OdpowiedzUsuń
  4. (gość) czwartek, 03 grudzień 2009, 14:29
    Przykro mi to pisać, ale w przypadku wielu reporterów Faktu, tekst trzeba napisać na nowo, bo ci dziennikarze, a raczej nazwałabym ich pracownikami mediów, nie mają podstawowej wiedzy, jak teksty powinny wyglądać. Nie tyko w Fakcie, gdzie język jest specyficzny. Oni nawet nie umieją do końca napisać tego, co chcą czytelnikowi przekazać. Redaktor napisze za nich, a oni są potem zadowoleni, jaki ładny w kiosku swój tekst znaleźli. Jak ładne piszą. Niektórzy nigdy nie chcieli się uczyć pisania. Tratujątą pracę wyłącznie by zarobić. A nie pracuję w oddziale GW, bo po pierwsze nie zarobiliby, po drugie nie umieją pisać. Dysproporcje płac nie powinny dziwić w takiej sytuacji. Aha. zapomniałam. Jeśli autorowi tekst sie nie spodoba (ma podgląd na kolumny, które idą do druku, bierze za telefon i dzwoni do prowadzącego redaktora ze skargąn). I nie demonizowałabym potęgi redaktorów. Widać, że autor bloga pracował tam dawno temu i nie zna obecnyc realiów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ktos (gość) czwartek, 03 grudzień 2009, 14:53
    Do Gościa: Powiem szczerze - przerażające... Fakt zatrudnia jako dziennikarzy ludzi nie umiejących pisać??? Ale czytać to już umieją??? I Ty to z takim spokojem piszesz??? Druga sprawa - jakoś nie wierzę w pozytywne skutki skargi w Fakcie

    OdpowiedzUsuń
  6. abraq (gość) czwartek, 03 grudzień 2009, 15:58
    Chłopie, i po co te krokodyle łzy, gdybyś dalej wysługiwał sie temu niemieckiemu szmatławcowi, zatrudniającego najgorszej klasy ścierwojadów, to ZERO SZACUNU!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ktos (gość) czwartek, 03 grudzień 2009, 17:06
    Ulga, bo już się obawiałem... Ale to nie tylko przypadłość Faktu. W Wybiórczej na lokalu też pracują dziwni ludzie. Pamiętam panienkę, która nawet cen warzyw na rynku nie potrafiła dobrze spisać. A legitymację prasową miała.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gosia (gość) czwartek, 03 grudzień 2009, 17:35
    Kiedyś pracowałam w Wyborczej.I na jednej imprezie, albo zostałam zgwałcona, albo nie. Już nie pamiętam, bo było tyle alkoholu. W każdym razie uważam, że to skanadaliczne, że tyle się pije! Chcę dochodzić odszkodoania, ale nie wiem od kogo. Czy mozecie mi pomóc, żebym przestała brać narkotyki?

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeklejamy komentarze z Interii, postanowilismy, ze blog zostanie przeniesiony dla bezpieczenstwa naszych Czytelnikow.

    OdpowiedzUsuń
  10. W końcu! Przeniesienie bloga to słuszna decyzja

    OdpowiedzUsuń
  11. no wreszcie.....

    OdpowiedzUsuń
  12. http://www.hfhrpol.waw.pl/obserwatorium/index.php?option=com_content&view=article&id=1946:brukowiec-story-czyli-burza-woko-qfaktuq&catid=42:z-kraju-polska&Itemid=63

    ja to bym jeszcze do zakładek dodał....

    OdpowiedzUsuń
  13. ja bym dodał jeszcze to do zakładek

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepraszam wszystkich komentujacych, ale uczę się dopiero narzędzi w tym blogu. Stąd ustawiłem przez moment moderowanie. Już jest wyłączone.
    Do Anonima już zlinkowałem z Obserwatorium wolności mediów. Pozdrawiam Dawid

    OdpowiedzUsuń
  15. Autorem blogu jest Grzegorz D. z Bydgoszczy a w zasadzie spod Bydgoszczy, który w ciągu kilkunastu dni istnienia bloga wykonał więcej pracy, niż przez 6 lat zatrudnienia w redakcji Faktu. Specjalnie nie piszę "pracy" tylko zatrudnienia, bo ci, co mieli z nim do czynienia wiedzą, że jest leniem pierwszej wody.
    Co można powiedzieć dobrego o człowieku, który pluje na innych jadem nienawiści i wylewa swoje frustracje, kiedy:
    )przez 6 lat był zatrudniony w Fakcie i brał każdego miesiąca 6750 zł (najwięcej ze wszystkich korespondentów!!!)
    )przysyłał 2-3 teksty w miesiącu, z czego może jeden był publikowalny
    )miał dwie specjalizacje: UFO w Wylatowie oraz "cudowne uzdrowienia" i "prorocze wizje" Słodkowskiego (czyli tematy TZDW realizowane od pierwszych dni Faktu, czyli od 2003 r.)
    ) Praktycznie nigdy nie można było się do niego dodzwonić, choć miał telefon służbowy, bo w godzinach pracy załatwiał swoje prywatne sprawy
    )Tuż przed założeniem bloga obdzwonił co najmniej kilkanaście osób - byłych pracowników Faktu (obecnie w TVP, GW, Superaku czy rzecznikują Naszej Klasie) żeby wyciągnąć od nich szkalujące Fakt informacje, zapewniając jednocześnie, że są wyłącznie do prywatnego użytku
    )Po informacji, że pracodawca chce z nim rozwiązać pracę oskarżył Fakt, a w szczególności Roberta F., że zamordowali mu ojca, który tak naprawdę zmarł na zawał wiele miesięcy temu
    )Uciekł na zwolnienie i nie ma odwagi przyjąć wypowiedzenia
    O potędze" pana Grzegorza D. z Bydgoszczy świadczą dwa ostatnie lata jego twórczości. Od kiey Mariusz Korzus uciekł z Faktu do Superaka i obsługuje jako korespondent woj. kujawsko-pomorskie, Grzegorz D. zalicza wpadkę za wpadką mając tzw. obsuwy. Nic więc dziwnego, że dostawał regularny opierdol od Fallusia, który go w końcu zwolnił ( a w zasadzie nie zwolnił)

    OdpowiedzUsuń
  16. (do poprzednika) to zwolnił w zasadzie czy nie zwolnił w zasadzie???????

    OdpowiedzUsuń
  17. Widze, ze jest juz pierwsza ofiara faktu. Przynajmniej o ktorej sami pisza faktowi redaktorzy.
    Nie rozumiem jednego, czemu sie tak przestraszyli bloga? Czyzby jednak bylo prawda, ze blogi to kolejne sila wieksza od medialnych korporacji?

    OdpowiedzUsuń
  18. Niestety tym razem Panowie Redaktorzy sie pomylili. Ludzi piszacych tego bloga jest wiecej :) i to jest z pewnoscia dla Was zaskoczeniem :) Pozdrawiam: Brukowiec Story:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Do Dawida: moze podejmiecie interesujacy temat, poruszony w ksiedze gosci:
    'MOZE ZAJMIECIE SIE TEZ KOCHANKA JANKOWSKIEGO, NIEJAKA MAONIKA LUBOWIECKĄ, O KTÓREJ WSZYSCY WIEDZĄ, ŻEZADNIA LEDWO SKLEJA DO KUPY, NO CHYBA, ŻE KUPY. DZIĘKI PLECOM ( A RACZEJ CZEMU INNEMU) ZOSTAŁA TERAZ NACZELNĄ SERWISU DLA KOBIET oFEMININ.PL KTÓRE KUPIŁ AXEL. JANKOWSKI TO MUSI MIEC HAKA NA KOGOŚ Z ZARZĄDU, ŻE TAKIE NUMERY PRZECHODZĄ! NIEDOUCZONA PANIUSIA ZAGRNIAJĄCA KUPĘ SZAMALU NA NACZELNĄ, A NA NIĄ PRACUJĄ INNI ZA PSI GROSZ NA UMOWĘ O DZIEŁO!

    OdpowiedzUsuń
  20. I jeszcze jedna informacja ze księgi gości na Interii:

    "MOZE WARTO BY WSPOMNIEC O TYM, ZE WSZYSTKIE DZIEWCZYNY W FIRMIE DOSTAJA NOCNE, ZBOCZONE SMS-Y OD SZEFA DZIALU "LUDZIE". SMS-Y Z ZAPYTANIEM O MAJTECZKI CZY POŃCZOSZKI, ALE TEZ BARDZIEJ OSTRE, WRĘCZ OBLEŚNE I PERWERSYJNE. DZIEWCZYNY NAJPIERW WPADAJĄ W PANIKĘ. NIE WIEDZĄ, JAK ZAREAGOWAĆ ŻEBY NIE STRACIĆ PRACY. Z KIM O TYM POGADAĆ? A GDY ZDECYDUJĄ SIĘ POWIERZYĆ SWÓJ SEKRET JAKIEJŚ KOLEŻANCE, DOWIADUJĄ SIĘ, ŻE WSZYSTKO JEST OK, ŻE NIE SĄ ODOSOBNIONE, ŻE WSZYSTKIE DZIEWCZYNY DOSTAJĄ TE ŚWIŃSTWA. A FACET JEST WYJĄTKOWYM PROSTAKIEM I OBLECHEM. ŁAZI Z GACIAMI NA WIERZCHU, ŻEBY KAŻDY WIDZIAŁ NA NICH METKĘ D&G. TYLKO ŻE PALANTOWI NAWET NIE PRZYJDZIE DO GŁOWY, ŻE MY TE JEGO SMS-Y PRZECHOWUJEMY

    OdpowiedzUsuń
  21. Może by tak któraś z tych dziewczyn opisała te SMSy i przesłała na bloga? Tak przecież być nie powinno.

    OdpowiedzUsuń