piątek, 11 grudnia 2009

FAKTyczne wsparcie i wolontariat



Treść poniższego odcinka znowu napisało życie. A w zasadzie maile, które dostaliśmy na antyfakt@gmail.com. Fotoreporter z Wybrzeża pisze:

Jestem wolnym strzelcem. Nigdy nie starałem się o etat, wolę sam decydować o sobie. Z Faktem miałem niezbyt miłą historię. Zadzwonili z warszawki i poprosili o foty z wypadku. Nie miałem tego. Poprosili, abym koniecznie podjechał i zrobił, co się da. Była godz 21, ale co tam. Wiadomo, w takiej sytuacji każdy się rusza i grzeje w teren. Oczywiście pojechałem i zrobiłem całkiem niezły materiał. Wszystko, co chcieli. Foty rozbitych wraków, policjantów przy czarnym worku. Karetki. Wszystko dynamiczne i w faktowym stylu.

Warto wspomnieć, że musiałem jechać do wypadku prawie 100 km w jedną stronę. I co ja widzę następnego dnia w Fakcie? Malutką notkę o wypadku, z jednym agencyjnym zdjęciem! Oczywiście nie moim. Pomyślałem, że chcą zrobić większy materiał na jutro. Nic z tego! Moje zdjęcia nigdy nie ukazały się w Fakcie. Nikt nawet nie pomyślał, żeby zapłacić za moją robotę choć parę groszy. Krótka piłka – płacimy tylko za opublikowane zdjęcia. Czyli poświęciłem swój czas, benzynę na 200 km i to kompletnie za frajer!!! Nie powiedziałbym słowa, gdybym to ja chciał im wtrynić swoje gotowe klatki. To oni mnie wynajęli, a potem wypięli się i niby wszystko OK.?! Dla sprawiedliwości dodam, że Superak wyciął mi identyczny numer z inną historią. Tak nas robią w trąbę i każdemu to zwisa!!!

I kolejny mail o podobnej sprawie:
Z bauerowskiej redakcji kolorowego piśmidła kobitka poprosiła, żebym zrobiła dla nich historyjkę o biednej, ale uczciwej i pogodnej rodzince. Pojechałam. Istotnie, było o czym pisać. Samotna matka, czwórka dzieci na utrzymaniu, w tym jedno lekko sparaliżowane. Kobiecina miotała się między jednym szpitalem, a drugim. W tym czasie musiała dopilnować, aby reszta dzieci była zadbana i dobrze się uczyła, żeby dom był wysprzątany. Dla mnie ta kobieta miała w sobie jakąś nadludzką moc. Myślałam sobie, jak ona może sama jedna to wszystko ogarnąć??? A najdziwniejsze, że cały czas była pogodna i uśmiechnięta! Mówiła, że jej sąsiad to ma ciężko, bo mu teraz krowy chorują.

A inny to ma taki problem. A ona sama o sobie nic! Ani słowem się nie pożaliła! Na moje pytania machała tylko ręką i mówiła: jakoś to zawsze będzie, przecież Pan Bóg mi pomoże. Napisałam cały materiał i wraz z fotkami posłałam do redakcji. I tam zaczęli kręcić nosem na ten temat. Że niby po jaką cholerę ta baba tyle mówi o Bogu. Że może lepiej napisać, że ona jest taka pogodna, bo wspiera ją rodzina i ludzie z okolicy. Uparłam się, że nie będę wciskać jej słów, których nie powiedziała. I usłyszałam: no to bujaj się z tym tematem, nie puszczamy.

Niby dwie różne historie, dotyczące dwóch różnych tytułów. Łączą je jednak wspólne elementy. Lekceważenie dla pracy dziennikarzy i fotoreporterów, bezpośrednio zbierających materiały oraz przedmiotowe podejście do tematu reportażu. Nieważne, że ktoś poświęcił swój czas, zapłacił za benzynę, jechał własnym samochodem na miejsce zdarzenia. Zrobił swoje, to dobrze.

Mielibyśmy pretensje, gdyby tego nie zrobił. Nagle plany redakcyjne się zmieniają i już ten ktoś nam nie jest potrzebny. Nawet nie ma sensu z nim rozmawiać, bo przecież jego materiał już nie jest na topie. Niech sam pokrywa swoje koszty. Takie nasze zbójeckie prawo, on się nikomu i tak nie poskarży. A jak znowu będziemy potrzebować materiału z wypadku, to znowu do niego zadzwonimy.

Sam temat ma znaczenie drugorzędne. Musi pasować do przygotowanego mixu. Kolejny element układanki. Nie historia, opisująca żywych ludzi, ich prawdziwe emocje, myśli, działania. Jeden szczegół nam nie pasuje, materiał traci na znaczeniu. W to miejsce trafi inny artykuł, o treści pasującej wydawcy pod każdym względem.

Powie ktoś: takie są bezwzględne prawa rynku. Lepszy, bardziej newsowy materiał wypiera gorszy, przeterminowany. OK., ale te dwa materiały nie zostały wykonane z inicjatywy autorów. To redakcje poprosiły ich o wykonanie konkretnej pracy. W sensie prawnym podczas rozmowy telefonicznej redakcja zawarła z wykonawcą umowę cywilnoprawną. Nawet ustny charakter tej umowy nie zwalnia żadnej ze stron od skutków takiego porozumienia. Niezależnie od tego, czy dany materiał trafił ostatecznie do druku, autor powinien dostać honorarium.
Tak powinno być, kiedy umowę choćby ustną zawierają między sobą strony szanujące się nawzajem.

W przypadku relacji dziennikarz/fotoreporter i redakcja o takim szacunku najczęściej trudno mówić. Z punktu widzenia redakcji ten „ktoś” ma jechać i zrobić temat. Tego „ktosia” nawet nie musimy znać. On jest człowiekiem od czarnej roboty, a my wcale nie musimy jemu zapłacić. Niech się cieszy, że do nego zadzwoniliśmy i liczy na to, że w przyszłości będzie miał więcej szczęścia.

Czy tylko bulwarówki i pisma kobiece tak postępują? Absolutnie nie! Poważne tytuły stosują inne wybiegi – np. że już sama publikacja na łamach ich gazet czy czasopism to nobilitacja dla autora. Powinien się cieszyć i nie wspominać o czymś tak przyziemnym, jak kasa za zrobioną pracę.

W taki sposób szeregowi dziennikarze, fotoreporterzy sponsorują funkcjonowanie potężnych firm medialnych. Ponoszą koszty swojej działalności, dając możliwość przebierania w materiałach redakcyjnym szefom. Ci, mając możliwość wyboru kilku czy kilkunastu propozycji na jedną kolumnę, zyskują pełnię władzy. Tak koło się zamyka, a na tym układzie tracą tylko ci z dołu. Ci z dołu – Twórcy Słowa czy Obrazu.
Dawid

32 komentarze:

  1. Dzięki, Dawid! Wreszcie przypomniałeś sobie, że nie każdy korzystał z dobrodziejstw etatu. Może jest to lekko ironiczne stwierdzenie, wybacz. Tak to już jest, że etatowcy zwykle patrzą z pewną wyższością na wolnych strzelców. Tu wzniosłeś się ponad te podziały - i OK. Jest dobrze. I co dalej?

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpierdol ty sie w koncu od Faktu ty huju pojebany. Ty cioto pierdolona!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ups! Znowu zaczęły się wyzwiska... Czyżby górka faktowa popiła przy piątku? Tak przy okazji - to coś pisze się przez "ch"

    OdpowiedzUsuń
  4. Komuś bardzo zależy, aby nie było dyskusji na blogu...Czy administrator nie powinien usuwać komentarzy pełnych wyzwisk?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ktoś tu chyba obraża honor normalnego dziennikarza. Może o to chodzi, żeby nie rozmawiać o tym, co Dawid napisał, tylko taplać się w błocie?

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie chcę usuwać jakichkolwiek wpisów. Nawet takich. Autor sam wystawia sobie świadectwo, prawda? Róbmy swoje - my musimy siać (fragment nauczycielskiego hymnu z okresu 20-lecia międzywojennego)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przekonałeś mnie! To są wyrażenie z rynsztoka. Czyli co, mam wierzyć,że takich słów używają dziennikarze???? Obleśne!!! Powinny zostać skasowane. Bez odbioru

    OdpowiedzUsuń
  8. ale oni naprawdę się tak wyrażają....nie sądzisz chyba żenapisał to jakiśfanatyczny czytelnik faktu....nie usuwałbym, jest todowód jacy są naprawdę niektórzy "dziennikarze" prowadzacy redakcję....(przepraszam za słowo prowadzący, powinno być tyranizujacy...)...

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepraszam za "kolegów po fachu". Niektórym nerwy puszczają. A temat istotny - sam tak działam od roku. I faktycznie redakcje robią sobie jaja. Nie płacą za wykonaną pracę. Na razie gromadzę kwity. W końcu wezmę się i zgłoszę sprawę w sądzie.

    OdpowiedzUsuń
  10. No to się weź! Gadać potrafi każdy.

    OdpowiedzUsuń
  11. pozwólcie, że trochę odejdę od tematu, chociaż fotoreportera rozumiem, bo mnie to też kilka razy na wierszówce spotkało. Arogancja władzy to za małe słowo. Ale o czym innym - byłam w szoku po opublikowaniu taśmy z Piesiewiczem. Szantażyści dają człowiekowi prawdopodobnie pigułkę gwałtu, upadlają go, wyciągają kasę. Te zdjęcia to dowód w sądzie, a nie temat do publikacji. A ja obejrzalam je w superaku i tvn.Nie wiem, gdzie jeszcze były, ale te redakcje, które zdecydowały na publikację są na poziomie szantażystów. Podłość

    OdpowiedzUsuń
  12. Przecież Piesiewicz na tych taśmach ćpa. Senator, element władzy ustawodawczej. Wybraniec. W tym przypadku uważam, że powinno to zostać opublikowane. Prawdziwa twarz moralnego autorytetu korzystającego z usług prostytutek, narkotykó i gumowych penisów.

    OdpowiedzUsuń
  13. i dlatego nagrano tę taśmę, by od niego wyciągnąć pieniądze.A on to złosił na policję. Wiesz, czy był w pełni świadomy podczas robienia zdjęć? A może dostał w drinku GHB?Ja nie wiem. Zastanowiłabym się przed publikacją, by nie stanąć w jednym szeregu z szantażystami.Wlaśnie tym mu grozili, jeśli nie będzie płacić.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przestańcie się onanizować Pisiewiczem. Popatrzcie na księży, którzy dopierają się do majtek waszych dzieci! Na złodziei, którzy nie płacą za was składek zdrowotnych, emerytalnych, aby skosić jeszczd więcej kaski. Nie płacą za waszą pracę! Oszukują! Kręcą! Naciągają! Narkotyki były zawsze. Jest alkohol- narkotyk w wolnej sprzedaży. Dziecko naczelnego Faktu już popala marychę, więc to tylko kwestia czasu kiedy pojawią się jego zdjęcia. Co za bagno!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Żal mi Piesiewicza, robiłem z nim kiedyś materiał. Naprawdę w porządku człowiek. Ale... Jest PARLAMENTARZYSTĄ Człowiekiem władzy. A władza musi być, jak żona Cezara. Tak to już jest.
    W tabletkę gwałtu nie za bardzo wierzę. Musiałby i tak wiedzieć, co się robi z takim proszkiem. Mniejsza z tym zresztą - jako przedstawiciel władzy dał się złapać na słąbości. To już kiepsko wygląda. Potem uległ szantażystom - to już wygląda fatalnie i skazuje go na niebyt polityczny. Przecież wystarczyłoby, żeby szantażyści zażądali zmian w konkretnej ustawie zamiast kasy. Co wtedy? Dlatego myślę, że publikacje tych fotek były uzasadnione. W sensie obrony społeczeństwa przed złym politykiem. W sensie ludzkim oczywiście szkoda faceta. Nie będzie posłem - nie będzie problemu.

    OdpowiedzUsuń
  16. problem bedzie....niestety....bo w tym kwadratowym cyrku na wiejskiej polityków z prawdziwego zdarzenia brak....najpierw wytłukli ich niemcy, potem komuniści, a teraz niemcy wykupili większość kraju, i sterują.... i zagadka na potwierdzenie słów : Proszę podać tytuł jakiejś dużej, typowo Polskiej gazety???

    OdpowiedzUsuń
  17. Gazeta Polska, Głos Pcimia Dolnego, Informator Ratuszowy, Gazeta Powiatowa... No co Ty, Szrek!!! Trochę tych tytułów jest jeszcze w polskich rękach, prawda?!

    OdpowiedzUsuń
  18. Do tematu braku szacunku dla pracy dziennikarskiej i naruszania prawa w pełnej bezkarności, dorzucam opowiastkę o tym, jak to szefostwo działu zagranicznego szacownej Gazety W. zleciło mi napisanie 4 dużych tekstów, jeden po drugim. Jeśli tekst pierwszy byłby do d... to chyba by nie zlecano mi pisania kolejnego. Logiczne. Jeśli drugi, to trzeciego.... Ale za każdym razem otrzymywałam odpowiedź, że wszystko jest ok. Robota zajęła mi około półtora miesiąca. Czekałam na publikację 3 miesiące. Nigdy do niej nie doszło, bo... kierownik w końcu stwierdził, że teksty mu się nie podobają! Przez miesiąc nie miałam z czego żyć i musiałam pożyczać pieniądze na prawo i lewo.
    Życzę obu Panom, aby zasmakowali jak najszybciej podobnego traktowania. Może jak ich dzieci nie będą miały co jeść to zrozumieją, że nie wystarczy głosić piękne hasła na papierze, a samemu łamać podstawowe zasady etyczne.

    OdpowiedzUsuń
  19. I Wprost do kompletu. Temat omówiony, wszystko uzgodnione, tekst napisany według jej wskazówek. Ale się pani odwidziało. Czy w Urodzie też takie numery robiła? Oczywiście nikt grosza za 2 tygodnie pracy nie zapłacił. Dobrze, że udało mi się sprzedać tekst innej gazecie.

    OdpowiedzUsuń
  20. tylko ja na szczęście mam pewne kwity....na dowód wykonanej pracy....parę lat mogą jeszcze poleżeć...odsetki lecą....czekam tylko na właściwy moment....pewna zaprzyjaźniona firma windykacyjna już je opracowała....i czeka ze spokojem w blokach startowych... a skuteczni są niemiłosiernie... niestety żyjemy w kraju Wielkiego Brata.... nagrywani, obserwowani, itp... i taka jest smutna prawda. proponuję wszystkim korzystanie z wbudowanych w telefony dyktafonów, i innych gadżetów, takie archiwum niezwykle się przydaje w stosunku do nieuczciwych zleceniodawców, jak na razie wydaje im się że potęga tego czy innego wydawnictwa ich chroni, nic bardziej złudnego, wobec takich dowodów żadna pozycja nie jest w koncernie mocna....to tyle, ja czekam, a licznik bije.....

    OdpowiedzUsuń
  21. Z lekka przerażające. Czy my jesteśmy na wojnie??? Czy już nie można ufać drugiej osobie (redaktorowi)? Kiedyś redaktorami zostawali ludzie godni szacunku i zaufania...

    OdpowiedzUsuń
  22. Redaktorzy też zbierają kwity na swoich kolegów redaktorów ,kolega Jankowski kiedyś pytał się działu foto ,czy ma zdjęcia kompromitujące kolegę redaktora. I tak go potem zniszczył bez użycia zdjęć ,ale haki warto miec.

    OdpowiedzUsuń
  23. A którego to redaktora tak uparcie niszczył Jankowski??? Tej historii nie słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
  24. Proponuję jeszcze Basiunię Stanisławczyk z Sukcesu, której cukier z ust spływa. Potem uzgodnione honorarium obcina o połowę, bo "nie tego się spodziewała". Albo zaproponowany temat daje do realizacji komuś innemu. Czy Hajdarowicz ma ciągle jakieś złudzenia, że ona z wtórnego Sukcesu zrobi mu polski Vogue, a z Przekroju New Yorkera?

    OdpowiedzUsuń
  25. a z innej beczki to... na wirtualnych mediach zniknęła po zmianach informacja o blogu dawida, wpisałem parę razy w komentarzach do artykułów o ASP pytanie o niego, i ciekawostka, żaden komentarz się nie ukazał....ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
  26. Chodzi o pewnego znanego redaktora z Dziennika. Jankowski chodził do Foto i pytał się czy ma kompromitjące zdjęcia tego dziennikarza z faktowej imprezy. Tak widać to szkoła Faktu zbierać haki na wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  27. Wiem o kim mowa.Tak,Jankowski pytał sie o zdjecia Krasa z jedną kobietą... nie chce wymieniać nazwiska .Mnie tylko zadziwia metoda szukania kwitów na wszystkich. Jak można sie z kimś przyjaźnić ,chodzić na wódkę ,a potem wepchnąć mu nóż w plecy.

    OdpowiedzUsuń
  28. jak ten blog był jeszcze na interii to ktoś dość wnikliwie scharakteryzował pochodzenie naczalstwa faktu....może to jest odpowiedz na pytanie o wodkę i nóż...

    OdpowiedzUsuń
  29. Ha! Czyli jesteśmy w domu! Jak Kras wywalił Lubowiecką (kochankę Jankowskiego) z szefowania kobiecie dziennika online, bo doszło do niego, że panienka jest więcej niż beznadziejna, to Jankowski chciał znaleźć na niego haki! I w końcu świnię mu podłożył, bo przeciez znana jest afera, jak dziennikarze Faktu wrobili dzinnikarzy Dziennika. Ja się tylko pytam, jakie haki ma Jankowski na kogoś z zarządu Axla, że mu takie numeru przechodzą? I co na to centrala w Niemczech? Nic nie wie, co "Polaczki" wyprawiają? Czy tak zajęta jest liczeniem pieniążków, że ma to gdzieś? Jeśli to drugie, to raczej krótkowzroczna polityka.
    Trzymaj się Dawid! Czas zacząć medialne powstanie i obyśmy wygrali!

    OdpowiedzUsuń
  30. Przerażające, o czym piszecie. Początkowo miałem za złe Dawidowi, że otworzył Puszkę Pandory. Myślałem - zasiał facet wiatr i zbierze burzę. Po komentarzach i ciągu dalszym bloga widzę, że on tylko uchylił rąbka dywanu, pod którym kotłowało się coś, o czym nie wspomina się na warszawskich salonach. Zobaczcie, jak nisko upadł nasz zawód!!! Ja pamiętam jeszcze czasy prasy podziemnej. Wtedy haki zbierała tylko bezpieka, a nóż w plecy wbijał konfident. Takim ludziom nie podawało się ręki. A dziś takie ręce całuje się za samą możliwość pracy. Obrzy6dliwe trochę to wszystko I JA NIE ZAMIERZAM PRZYJMOWAĆ TEGO ZA NORMĘ!!! Człowiek straciłby wiarę w sens tego, co robi...

    OdpowiedzUsuń
  31. śledzę tego bloga od samego początku, i tak cosik mi mówiło ze nie chodzi tylko o zemstę małego frustrata jak próbowali przedstawić dawida wpisujący się tu siepacze faktu, faktycznie chodzi o małą rewolucję...bo ludzie odwracajasię od gazet i tzw publikatorów...wiem Internet powie ktoś...ale czy chcemy jako ludzie mediów przenosić do sieci wszelkie złe nawyki naczelnych, i wyzysk???? chyba nie. portale informacyjne są przyszłością, ale ich profil i przekaz coraz bardziej zbacza w kierunku tabloidów...osobiście mam dosyć czytania o tym kto gdzie i kiedy pokazał gacie i gołą D... i kuriozum z dziś ...okładka faktu aktor (bodajże Maciej Stuhr) taki skromny patrzy na mnie z okładki w kiosku, a napis głosi " oddał dziecku szpik" i jakieś takie nieszczere to jest dla mnie, chciał pomóc czy chciał być na okładce gazety???? ja też staram sie ludziom pomagać w miarę swoich skromnych możliwości, ale na boga nie trąbię o tym na wszystkie strony....

    OdpowiedzUsuń
  32. Czy wszyskimi mediami w Polsce rządzą psychiczni dewianci? W Twoim Stylu naczelny i jego przyboczni tekst zamówiony potrafią odrzucić po kilku poprawkach. Oczywiście nikt za dodatkowe godziny pracy i wydatki nie płaci, a wszystko na umowę o dzieło podpisywaną dopiero po publikacji! Szefowa działu mówi, że wszystko jest w porządku, ale to góra decyduje. Im się chyba te botoksy do mózgu dostały i zakleiły jakieś połączenia!

    OdpowiedzUsuń