Pycha zaślepia
Obecna sytuacja w redakcji Faktu, przypominająca bardziej stosunki feudalne, niż nowoczesną firmę, nie wzięła się z sufitu. Zagrożenie istniało od początku i z czasem Słowo Ciałem się stało. Moim zdaniem zawiniła pycha. Niczym nieuzasadnione przekonanie o własnej wyższości, automatyczne negowanie pozycji innych (konkurencyjnych czy nie) redakcji. Znów zatem wracam do początków Faktu.
Jak wspomniałem, od początku ekipa Faktu słyszała zapewnienia, że jest najlepszym zespołem prasowym w Polsce. Nie, że „stanie się”. Nie, że „jak się postaramy, to będzie”. Po prostu już była, choć przecież na początku jeszcze nikt niczego wielkiego dla tej konkretnej redakcji nie zrobił. A dlaczego miała być najlepszą ekipą? Ano dlatego, że wkroczyła na okręt pod banderą największego koncernu medialnego w Europie. Samo przytulenie się do giganta już stwarzało wrażenie, że jest się gigantem. Sytuacja analogiczna do jednej z piosenek Wojciecha Młynarskiego, opisującej okręt i to, co przyczepia się do jego spodu.
Z takiego założenia zaczęły stopniowo wynikać kolejne przekroczenia barier etycznych. Przed Faktem w mediach istniała zasada, że powielanie tekstów jest nieetyczne. Skoro ktoś już coś opisał, to my odpuszczamy – chyba, że znajdziemy drugie dno sprawy, inne ujęcie, szerszy kontekst. Plagiat był czymś wstydliwym, niegodnym dziennikarza. W Fakcie brać dziennikarska usłyszała słowa szefa: „wertujcie inne gazety. Róbcie tematy, które są w nich dobre. Inne gazety nie są dla nas konkurencją, my i tak temat ujmiemy najlepiej!” I tak się działo.
Przestraszone potęgą ASP inne media zazwyczaj nie protestowały. Wszechwładza Faktu rosła, poczucie bezkarności i wzniesienia się „ponad poziomy” szefów redakcji również. Wizja IV władzy stawała się rzeczywistością niczym nie zagrożoną. Ani od zewnątrz, ani tym bardziej od wewnątrz. Na samo wspomnienie, że może by tak stworzyć w Fakcie związki zawodowe pewien Bardzo Ważny Redaktor zaregował niezwykle ostro „nawet nie żartujcie w ten sposób”.
Związki zawodowe nie powstały. Nie tylko zresztą z powodu niechęci władz redakcji do działań tego typu. Generalnie ludzie mediów to w olbrzymiej większości indywidualiści i niechętnie włączają się w zbiorowe działania. A związki zawodowe musiałyby powstać właśnie poprzez wspólną akcję. Zabrakło dalekosiężnej wizji, nikt zresztą nie przewidywał nadejścia czasów kryzysu. I dziś dziennikarze Faktu (i innych redakcji też) płacą bardzo wysoką cenę za brak organizacji broniącej prawa pracownicze.
Postarajmy się zrozumieć, jak mogli się czuć w takiej sytuacji szefowie Faktu. Włądza niemal absolutna, niemal kompletny brak wrogów. Wrogiem mógł być ten, którego sami wybierzemy sobie za wroga – i go zniszczymy. Przy tym zarobki dużo wyższe od średniej krajowej. Bardzo trudno uniknąć w tym wypadku zawrotu głowy. Nie oszukujmy się – niemal każdy normalny człowiek mógłby się zatracić. Władza jest jak narkotyk, cóż dopiero władza absolutna?!
Należy podkreślić, że poza redaktorem naczelnym do władz Faktu weszły osoby o, nazwijmy to, miernym dorobku osobistym. Nie były to osoby o niewzruszonych zasadach etycznych. Można powiedzieć, że dopiero Fakt wydobył tych ludzi spośród tysiąca innych i pokazał światu. Ci ludzie błyszczeli tylko dzięki Faktowi i tylko dla Faktu.
Nic dziwnego, że powstała dżungla wzajemnych podchodów, wojenek, skrytobójczych ataków. Jak choćby sytuacja, kiedy jeden kolega awansuje na szefa działu i przyjeżdża do Warszawy, a drugi kolega przykleja mu etykietki „narkoman i pijak”. Niczego zresztą nie osiąga, pogłębia jedynie ogólną degrengoladę. Obgadany kolega dowiaduje się o tym i już nikt nikomu nie wierzy. Łamanie panujących zasad mści się kompletnym brakiem tych zasad.
I jeszcze słowo o komantarzach do mojego bloga. Dziękuję wszystkim tym, którzy rzeczowo dyskutują tam o dziennikarstwie czy o sytuacji w Fakcie. O to chodziło. Są jednak także wpisy, w których roi się od niecenzuralnych słów, od chamskich ataków. Większość jest zapewne sterowana. Chodzi o to, aby rzeczową dyskusję zamienić w pyskówkę, w prostacki festyn wzajemnego obrzucania się błotem. Nie dajmy się sprowokować. Ktoś podpisujący się jako Grzegorz Jankowski wygraża palcem, sypie epitetami i kieruje wobec internautów groźby karalne. Zakładając, że to faktycznie sam Redaktor Naczelny wkroczył na to podwórko: te wpisy mnie nie przestraszyły i nie przestraszą. Barierę strachu przełamałem już wiele lat temu. Zdaję sobie sprawę, że może Pan znać moje dane, a jeżeli nie, to kiedyś uda się Panu je poznać. Nie boję się tego i nadal będę robił swoje. Mam przeświadczenie graniczące z pewnością, że czynię tak dla dobra Faktu a za jego pośrednictwem – dla całego dziennikarstwa. Mam prawo do swoich opinii – jak każdy inny internauta.
czwartek, 3 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





wujaszek-wania2 (gość) czwartek, 26 listopad 2009, 06:45
OdpowiedzUsuńProponuje zmiane serwera na zagraniczny. Interia to niemiecka firma...
wujaszek-wania2 (gość) czwartek, 26 listopad 2009, 06:48
OdpowiedzUsuńProblem dotyczy też innych gazet Axel Springer ;-) Bardzo ciekawie opisuje to pan Krzysztof Gregorczyk w serwisie Francuskie.pl - zajrzyjcie sobie do przeglądów prasy autorstwa tego pana, w których wynajduje przykłady delikatnie mówiąc różnej stronniczości Auto Świat wobec samochodów pochodzenia niemieckiego a innych :-)
Bardzo ciekawa lektura
Doktor Mierzwiak (gość) czwartek, 26 listopad 2009, 10:14
OdpowiedzUsuńWitajcie,
nie miałem okazji wypowiedzieć się odnośnie kilku wpisów. Podróż służbowa. Ale już jestem.
Cieszę się, że w gruncie rzeczy na Blogu toczy się jako taka dyskusja. Są wpisy bardziej i mnie wulgarne. Widać jednak, że temat wszystkich jakoś rusza. Nawet jeśli piszą, że "jest to mi obojętne", to i tak zamieszczają tutaj swoje komentarze. Łatwo domyślić się, że chyba z tą obojętnością to nie jest do końca prawda.
Zaskoczyły mnie wpisy Pana Jankowskiego. Jeśli są to rzeczywiście Jego wypowiedzi, to źle się stało, że padły. Padły nie tylko publicznie, ale i w świetle tego Bloga. Cóż, miejmy nadzieję, że nie są prawdziwe (przynajmniej ta zawierająca wulgaryzmy).
Myślę, że skoro Interia już raz usunęła "ot tak od reki" wpis, zrobi to ponownie zasłaniając się regulaminem. Łatwo jest skasować i puścić formatkę o niedozwolonych treściach.
Skupiłem się być może nieco za mocno na postawie Interii. Jednak uważam, że mimo wszystko sprawa Faktu i Interii ma podobną tematykę. Obie te firmy można wrzucić do jednego medialnego worka. Obie poniekąd starają się kreować swój własny "nieskazitelny" wizerunek średnio eleganckimi metodami. Jedna usuwa wpisy, a druga tworzy plotki i stwarza wrażenie "paniki". Wystarczy zajrzeć do Faktu, aby przekonać się ile już na samej stronie pierwszej jest wykrzyknikowych tematów, które niby są sensacją lub skandalem. Ciekawe na ile wykreowanym, a na ile rzeczywistym.
Wszyscy mamy wpływ na to, co nas otacza. Być może walka o godność reporterskiego zawodu rozpoczęta przez Dawida przyniesie jeszcze inne owoce.
Smutno mi czytać wypowiedzi osób w stylu "Dawaj Dawid", albo "prosimy o kolejnego newsa!". Przecież to nie fabryka. Dawid ma z pewnością spory zasób takich informacji, ale czy wszystkie są godne publikacji? Zobaczymy. Według mnie sesja zdjęciowa, która została wymazana z serwera Interii była dobrym wpisem. Skoro w Fakcie ukazują się zdjęcia z zasłoniętymi twarzami, to czemu tutaj ma być inaczej? Tyle tylko, że tam to jest tania sensacji z tych pt. "aktorka pokazała cellulit" albo "piosenkarka ma małe piersi". I co z tego? Nic to nie wnosi poza tym, że treść taka krzywdzi imię drugiego człowieka. OK, niektórzy pewnie powiedzą, że osoby publiczne mogą być pokazywane. Jednak co to wnosi do "największej gazety w Polsce"? Albo jak to świadczy o "najlepszym zespole redakcyjnym w tym kraju"? Nijak. Co najwyżej odrzuca.
Na koniec - nie przejmowałbym się straszeniem o ujawnieniu danych osobowych. Interia oczywiście ma prawo to zrobić, choć nie do końca zgodnie z przepisami. Ludzi dziś są przekupni i częstokroć bazują na układach.
Jeśli jednak nawet jakieś informacje o IP i inne namiary dostaną się w ręce prawników ASP to co Oni z tym zrobią? Zaświadczą, że to wszystko to nie prawda? Zrobią pokazowy proces? Tyle tylko, że to co my tutaj robimy ma niewielką szkodliwość społeczną. Ba, jest nawet bardzie pro społeczne niż teksty o cellulicie i piersiach zamieszczane w tabloidach. Tam bazuje się na taniej sensacji, a tutaj poruszamy coś istotniejszego. Gdybyśmy szastali pornografią, zoofilią i innymi zakazanymi lub wątpliwej jakości materiałami - OK. Wówczas można się kłócić, że wejście na tego bloga niszczy np. nasze dzieci. Posłowie w sejmie jadą dużo bardziej po bandzie i to bez żenady. Tutaj autor i większość forumowiczów stara się jednak zachować klasę i nie ma jakiejś durnej przepychanki na słówka. A wyjątki zawsze się znajdą... najlepiej do nich nie nawiązywać.
Pozdrawiam
Doktor Mierzwiak
inż. Cicho (gość) czwartek, 26 listopad 2009, 10:31
OdpowiedzUsuńMierzwiaku, aleś się naprodukował :) Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ten męczący mentorski ton.
obserwator (gość) czwartek, 26 listopad 2009, 12:00
OdpowiedzUsuńdrogi autorze bloga - prawo do powielania cudzych tematów istniało w mediach od zawsze. nie wiem skąd czerpiesz swoją wiedzę o funkcjonowaniu mediów, ale nie wydaje mi się by było to doświadczenie osobiste.
poza tym "dla dobra faktu" - błąd logiczny - ta gazeta ma być brudna i zła, obrazoburcza i wściekła z gruntu i z założenia. "dla dobra faktu" to możesz co najwyżej wymyślić i napisać barwnym, krwistym językiem kilka brukowych tekstów okraszonych bogato fotkami. "Fakt" to nie jest tradycyjna gazeta, to bardzo standardowy, wręcz pomnikowy przykład brukowca. i o to chodzi jego redaktorom.
tajniak (gość) czwartek, 26 listopad 2009, 12:17
OdpowiedzUsuńnowa forma zmniejszenia wagi tego blogu zastosowana przez fakt jak widac z wpisu obserwatora
rep (gość) czwartek, 26 listopad 2009, 12:30
OdpowiedzUsuńDrogi Obserwatorze! A czy w swoim doświadczeniu zawodowym znajdujesz choćby cokolwiek na temat czegoś takiego, jak plagiat? Tego uczy doświadczenie zawodowe, to wykłądają na studiach dziennikarskich
trustno1 (gość) czwartek, 26 listopad 2009, 14:13
OdpowiedzUsuńZadnych konkretów, wpis powstał, bo wypadalo cos powiedzieć po dniu milczenia. Mechanizmy - naciagane, tezy - wylacznie do zlekcewazenia, bo nikomu nawet nie chcialoby sie z nimi dyskutowac, a co dopiero je obalac. Dolaczmy jeszcze do tego mentorski ton, a otrzymujemy niestrawna papke. Autor bloga utracil pomysl na niego? Dolary przeciw orzechom, ze tak sie dzieje...
obserwator (gość) czwartek, 26 listopad 2009, 16:44
OdpowiedzUsuńniejaki rep - nie rozumiesz pojęcia plagiat zdaje się...
(gość) czwartek, 26 listopad 2009, 17:58
OdpowiedzUsuńI znowu te zdjecia. Przypomne - Fakt je "robi" i umieszcza w druku. Autor zdjec z blogu zrobil je kilka lat temu po kryjomu, zakladajac ze mu sie przydadza. Nie wiem, moze do szantazu? Pstrykal z ukrycia (zarabiajac w tej firmie) i myslal sobie - "Kiedys je wykorzystam"... Czepiam sie? Bo jakos ten aspekt zostal pominiety.
The End (gość) czwartek, 26 listopad 2009, 23:11
OdpowiedzUsuńNo i blog zdechł
Do The End (gość) piątek, 27 listopad 2009, 01:11
OdpowiedzUsuńA ja zauważam, że rzekomy trup ma sie nadzwyczaj dobrze
The End (gość) piątek, 27 listopad 2009, 08:27
OdpowiedzUsuńJakże to piękne po Faktowemu: taplać się w... degrengoladzie. Brawo!
Alicja (gość) piątek, 27 listopad 2009, 11:22
OdpowiedzUsuńPracowałam w Fakcie. Zenada. Jeszcze czekam. Złóżmy pozew przeciw kierownictwu Faktu.
Target (gość) piątek, 27 listopad 2009, 11:31
OdpowiedzUsuńUważam, że politycy powinni się zająć Axel Springer, oni reprezentują interesy naszych wrogów. Nie mają nic współnego z naszą racją stanu. Zadaniem takich tabloidów jest podważanie zaufania do wartości reprezentowanych przez polski establishment. Wdrukowywanie czytelnikom czyli targetowie, że margines jest normą. A tym samym rozmontowywanie struktur państwa polskiego. Axel robi doskonałą robotę, a raczej jego janczorowie. Dziwne, że nikt w taki sposób nie spojrzał na problem tabloidów. Dorabianie ideologi, że zatrzymanie axelowskiej propagandy byłoby naruszaniem wolności słowa mija się z celem. Fakt nie ma nic wspólnego z wolnością słowa. Fakt to kreowanie informacji tzw. medialnych a potem upowszechnianie. Jest to czysta manipulacja targetem.
Czytelniczka (gość) piątek, 27 listopad 2009, 19:06
OdpowiedzUsuńSledze Twoj blog od czasu zamieszczonych przez Ciebie zdjec nie zbyt siedze w tym calym temacie ,ale jestem wrecz oburzona ! Czyzby znow interia usunela jak poprzednio zdjecia i tekst....Komuno wroc bo czy jestes czy cie nie ma robi sie to samo.Pozdrawiam
AP (gość) poniedziałek, 30 listopad 2009, 15:02
OdpowiedzUsuńto nie niechęć dziennikarzy do zrzeszania się spowodowała że nie ma u nas , jak choćby w niemczech związków zawodowych branżowyc, ale strach, pamiętam jak próbowano założyć je w superaku co skończyło się awanturą i groźbą zwolnienia, drugim powodem tego że mamy dzić fucka itp czyli żenujący poziom zawodu np. polsat, tvn a ostatnio nawet GW jest skończniem z przekazywaniem wiedzy młodym przez starych wyjadaczy, dawniej by trafić do tego zawodu nie było łatwo i terminowanie było długie, młodzi mieli się od kogo uczyć, a dziś? od tych paru miernot co dzięki temu że gotowe są do każdego świństwa pracują tam i rządzą uczą młodych których w mediahc jak psów z ulicy:)))
prosty lud (gość) piątek, 27 listopad 2009, 06:50 Ten komentarz nie przekleił się z uwagi na błędy HTML
OdpowiedzUsuń