czwartek, 3 grudnia 2009

2009.11.20 22:19 Gangsterka „na psa”


Gangsterka „na psa”







Dziś może mała przerwa w rozważaniach o początkach Faktu. Przejdźmy do konkretnych historii. Do dziennikarskiego „mięcha”. Fotoreporter z południowej Polski (dane znane niżej podpisanemu) wytrzymał w Fakcie pół roku. Tylko tyle, choć stawki za fotkę były nieco wyższe, niż gdzie indziej. Dlaczego? Niech sam opowie…

„ Foty to moja pasja. Tak musi być u fotoreportera, inaczej się nie da. Moje klatki szły w kolorowych piśmidłach, które jak wiadomo mają najwyższe wymagania. Wiadomo – wysoka rozdzielczość, dobry kadr, operowanie światłem itd. Abecadło każdego foto, wiadomo. Nie chcę się tu wymądrzać czy przechwalać. Dość, że powiem, że nigdy nie miałem reklamacji ani w kolorówkach Bauera, ani Axla, że o „zwykłych” gazetach nie wspomnę. Uderzyłem do Faktu, bo rozniosło się, że tam sporo płącą. Rozmawiałem z Rząrzem (szef faktowego działu foto – przyp. D), pokazałem swoje foty. Było OK, bo nie mogło być inaczej. Tak myślałem na początku.

Zacząłem wyjeżdżać z dziennikarzami w teren. Przeżyłem szok, kiedy jeden zaczął sprawdzać, jakie robię foty!!! Czy z szerokim, czy z wąskim kadrem. Czy aby na pewno zrobiłem taką konkretną fotę tej płaczącej babie. Wypytywał mnie o to facet, który w życiu nie zrobił dobrego zdjęcia! Popstykaliśmy się trochę i wtedy okazało się, że każdy foto w Fakcie jest na końcu łańcucha pokarmowego. Dziennikarz ma go pilnować, bo tak kazał szef jego działu. I mój dział foto nie ma w tej sprawie nic do gadania, chociaż podobno w Fakcie zdjęcia są najważniejsze! Ten, co je robi, już nie.

Z dziennikarzami jakoś dało się dogadać, gorzej z redaktorstwem z Warszawki. Dzwonili i opieprzali – dlaczego ta kobieta nie płacze, dlaczego jest tak mało smutna, albo za mało wesoła… Zaczęło dochodzić do sytuacji, że robiłem dużą sesję zdjęciową kobiecie, która przed chwilą straciła syna. Ustawiać ją, przestawiać, przebierać, podawać chustkę na łzy… Czułem się podle. Wiedziałem, że ta kobieta jest w szoku i tylko dlatego godzi się na ten cyrk. A ja to wykorzystuję.

Nie tylko ja. Dziennikarz, z którym jeździłem, często stosował „wejście na psa”. Wchodziliśmy energicznie do domu, w którym właśnie wydarzyła się tragedia. Dziennikarz rzucał tradycyjne pytanie: „Podawała już pani moim kolegom wszystkie szczegóły do protokołu?” Po takim wstępie nikt nigdy nie zapytał o legitymację policyjną. Dziennikarz spisywał wszystko do „protokołu”, ja w tym czasie robiłem zdjęcia. Prosiliśmy o pokazanie innych zdjęć, pod byle pretekstem. I zwykle dostawaliśmy. I na koniec „proszę podpisać”. Jeszcze nikt nie zorientował się, że podpisuje zgodę na publikację swoich danych i wizerunku w gazecie Fakt! Jak miała to odczytać zapłakana kobieta, która przed chwilą opowiadała o tragedii?! Miałem wątpliwości, czy to tak powinno wyglądać. Ale było na to przyzwolenie Warszawki. Słyszałem przechwałki dziennikarza typu „wszedłem na policjanta, ciule się nie zorientowali. Oczywiście zgody mam na piśmie”. Były kradzieże zdjęć z albumów, były strzały z biodra (dla niezorientowanych – foty robione ukradkiem). Miałem dość, sam odszedłem. Rozumiem, że na niektóre materiały jest olbrzymie parcie redakcji. One po prostu muszą być. Dziennikarz i foto muszą je zrobić, choćby mieli „stanąć na ch…” – tak nam mówili koledzy redaktorzy zza swoich biurek. Jak zrobimy, to nasza sprawa – byle by były dobre foty i zgoda na publikację. Tekst zawsze można dorobić przez telefon czy podkręcić przed kompem…

Teraz robię w gazecie lokalnej za mniejsze pieniądze. Ale wiem, że gdybym wyciął numer „na psa”, to wyleciałbym z hukiem. I jakoś mi z tym lepiej.”

Co sprawiało, że szeregowi dziennikarze czy fotoreporterzy mogli zachowywać się tak podle? Oczywiście, że nie wszyscy, ale takie rzeczy, niestety się zdarzały. Dlaczego w takie bagno wchodzili ludzie pióra? Zdawałoby się – elity intelektualne. Nikt, kto nie był w Fakcie, nie wie, jakie parcie wywierali wydawcy na szefów działów, jakie ci z kolei na swoich dziennikarzy. Mobbing w klasycznej postaci. Niektórzy się temu oparli, inni mieli mniej siły. Czy humanista nadal może czuć się humanistą, kiedy szef działu codziennie wysyła do niego po kilka maili, w których roi się od słów na „k” czy „ch”? Nie sądzę. Mobbującym mailom poświęcę zresztą osobny odcinek, bo rzecz jest naprawdę niebywała…

44 komentarze:

  1. nemo (gość) piątek, 20 listopad 2009, 23:05
    a za ile takich tematów autorowi zdjęć nie zapłacili wie tylko on sam.....a gdzie paliwo, amortyzacja sprzętu, koszt wysyłki zdjęć....a niektórzy poruszają tu temat ciepłych pensyjek....no cóż pewinie red. naczelni kazali im się wpisać....albo to oni sami się tu pojawili...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytelnik (gość) piątek, 20 listopad 2009, 23:48
    Jeżeli prawdą jest to, co przeczytałem, to jakiś obłęd. Ludzie, to sprawa dla prokuratora!!!! Przecież ten gnój udawał policjanta, a to jest karalne!!! Może któryś ruszy dupsko i zgłosu sprawę do prokuratury?! A może nie zgłosi, bo sam takich metod używa?!

    OdpowiedzUsuń
  3. Katarzyna (gość) piątek, 20 listopad 2009, 23:58
    Obrzydliwosc to co robia te niemieckie kanalie

    OdpowiedzUsuń
  4. obserwator (gość) sobota, 21 listopad 2009, 00:05
    Do Katarzyny... To nie żadni Niemcy, co Ty pieprzysz. To nasi polscy dziennikarze(?) robili takie rzeczy...

    OdpowiedzUsuń
  5. Trybik (gość) sobota, 21 listopad 2009, 09:43
    No, no... Robi się coraz ciekawiej! Jak tak dalej pójdzie, to rykoszetem dostanie co najmniej jeden bardzo ważny redaktor z Superaka...

    OdpowiedzUsuń
  6. nemo (gość) sobota, 21 listopad 2009, 12:07
    osobiscie słyszałem jak jedna kobieta zadzwoniła do redakcji, że byli u niej jacyś ludzie z Fundacji Axel Springer która pomaga rodzinom nieletnich przestepców...jej syn dźgnął kolegę nożem....

    OdpowiedzUsuń
  7. do Nemo (gość) sobota, 21 listopad 2009, 23:45
    Może opisz to na antyfakt@gmail.com?

    OdpowiedzUsuń
  8. Doktor Mierzwiak (gość) niedziela, 22 listopad 2009, 00:14
    Witajcie,
    przyznam szczerze, że nie potrafię się racjonalnie odnieść do tego, co przeczytałem w tym poście. Jak to wspomniał mój przedmówca - obłęd. Sprawa dla prokuratory.

    Mam nadzieję, ze ludzie piszący o tym, że wcześniej należało to uczynić nie zaczną przesadzać i wieszać psów na Dawidzie i Jemu podobnych. To może i desperacja, tworzenie takiego bloga. Ale wiele czynów uznanych za jednych za desperackie było jednocześnie czynami bohaterskimi. A skutki... to już inna kwestia. Oby były pozytywne. ;)

    Pozdrawiam,
    Doktor Mierzwiak

    OdpowiedzUsuń
  9. Benny Cooleczka - ten komentarz nie przekopiował się z powodu błędów w HTML

    OdpowiedzUsuń
  10. nemo (gość) niedziela, 22 listopad 2009, 16:43
    jak żyję to nie słyszałem żeby marketingowiec powiedział "target" o czytelnikach.... to tyle co sądzę o epistole pana prasoznawcy bennego cooleczki, a żyję już trochę bo nawet podpisywałem oświadczenie lustracyjne, że nie współpracowałemze służbami...

    OdpowiedzUsuń
  11. czytelnik (gość) niedziela, 22 listopad 2009, 18:15
    No to sobie redaktorzy z Faktu napisali laurkę , a może to ten najweselszy sam siebie broni?

    OdpowiedzUsuń
  12. tereska (gość) niedziela, 22 listopad 2009, 19:03
    Gówno prawda z tą rzetelnością. Oczekiwania są i tak z dupy wyjęte. Jak mówisz rzetelnie to cię potem rozwalą tzw. graficy wydania. Byłam wiele razy świadkiem takich sytuacji.
    Nie takie zdjęcie, nie z tej strony ktoś patrzy itp itd i temat spada. Nie pomagały racjonalne argumenty. Dlatego nudny wykład powyżej to powinien powędrować do podręcznika akademickiego, ale nie ma nic wspólnego z Faktem i jego rzeczywistością. A ten najweselszy to tak pierdzieli o tej rzetelności, ale gdy naczelny tupał nogą to od razu wesołek spuszczał z tonu i zapominał o tych pisanych z nudów i braku innych zajęć pierdołach. Uff. Dobrze za mam to bagienko za sobą...

    OdpowiedzUsuń
  13. Doktor Mierzwiak (gość) niedziela, 22 listopad 2009, 20:42
    Witam wszystkich!

    Z ciekawością zapoznałem się z wypowiedzią Benny'ego Cooleczki. Czuć, że "robi w słowie pisanym". Jednak o wszystko brzmi tak za bardzo cukierkowo. Co akapit niemal automatycznie dopowiadałem sobie po cichu, że "dobrze aby tak było". Nie pracowałem nigdy w Fakcie ani dla Faktu. Ba, ze słowem pisanym zawodowo nie mam zbyt wiele wspólnego. Jestem więc zwykłym czytelnikiem. Być może od przeciętnego odbiorcy różnie się tym, że boli mnie pobieranie "papki z mediów". Lubię, gdy pokarm wchłaniany przez oczy jest ciekawy. Ale najważniejsze, aby był autentyczny. Żyjemy w czasach, gdy kłamstwo przestało być dla wielu sprawą etyki, a stało się sprawą strategiczną.

    Firma, w której pracuję nie należy do małych. Stykam się z tym całym korpo-bajzlem na co dzień. Z pionami od prezesa do szaraka włącznie (jestem gdzieś poniżej środka, lecz nie na końcu). Boli mnie, gdy słucham docinek w stylu "On niewiele może... on nic nie wie... ona jest nowicjuszką...tamten jest debilem, itp.". Niektóre z tym docinków mają swoje uzasadnione podstawy. Niestety nie każdy pracownik jest godny swojej posady. Nie każdy też dostał pracę w firmie tylko własnym nakładem sił. Z doświadczenia wiem, że w dużej firmie psują atmosferę dwa typy ludzi (przynajmniej mojej): 1 - mający plecy, protekcjonalnie przyjęci na stanowisko na którym nie są kompetentni ani zupełnie nie wiedzą jak się połapać; 2 - dorobkiewicze, którzy za wszelką cenę chcą osiągać zyski, nawet jeśli wymaga to nieetycznego zachowania.
    Z pewnością jest także wiele innych typów - zależnie od firmy. Jednak wielu z pewnością skinie głową i potwierdzi podobną strukturę zachowań, co w mojej firmie.

    Reasumując - blog ten niestety z racji swojej tematyki z pewnością nie raz będzie obrywał. Nie raz też pewni ograniczeni społecznie i umysłowo delikwenci zarzucą tu mięso i prostackie uwagi w stylu "weź k... schowaj się, spie...." itp. Cóż. Taka już specyfika takiej tematyki. NIe mówimy o chorych dzieciach, a o korporacji. Groteskowo - oba te tematy mają wiele wspólnego, a mianowicie wymagają zaangażowania i szczerego podejścia. Jednak co do dzieci, to mało kto ma obiekcje. Jak cierpią, to jest to złe. Słowo pisane jednak - to już inna para kaloszy. Tam już etyka nie zawsze jest sprawą primo.

    Mam nadzieję, ze autor tego bloga, Dawid, odfiltrowuje cały niepotrzebny zgiełk tworzony zapewne przez znudzonych pismaków blogowych szukających zaczepek (lub przez faktówców... kto wie) i wyciągnie te czynniki, które wzbogacą Jego podejście do problemu.

    Przede wszystkim jednak, według mnie oczywiście, należy ustalić czego tak naprawdę chce Dawid od Faktu. Czy liczy na rozbrojenie redakcji z nieetycznych dziennikarzy, a redakcję z nieludzkich szefów mobbujących swoich maluczkich? A może chce zupełnie czegoś innego? Dobrze, jakby tak sprawa byłą jasno podkreślona. Na razie wiemy tylko o zachowaniach wobec pracowników. Jak w każdej dużej firmie - są także i naganne przypadki. Ale czy to jest wyjątkowe w Fakcie? Firma AS jest dużą korporacją i zawsze trafią się czarne owce, mające pracy lub po prostu nie mające skrupułów.

    ...A teraz czas na wspólną kolację z rodziną. :)

    Pozdrawiam jak zwykle serdecznie
    Doktor Mierzwiak

    OdpowiedzUsuń
  14. EksFakt (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 11:28
    Oczywiście "wejścia na psa" nie popieram. Prawdziwy problem polega jednak na tym, że wielki pan fotoreporter przyszedł do gazety brukowej i myślał, że będzie robił zdjęcia ptaków i kwiatów. Ludzie, bądźmy poważni. Zdjęcia są najważniejsze, ale dobre zdjęcia, takie które coś mówią czytelnikowi brukowca. Pot, krew, łzy. Każdy to wie. A pan fotoreporter nie wiedział. Czy na pewno mamy do czynienia z inteligentnym człowiekiem? Fotoreporter nigdy nie jest na końcu łańcucha pokarmowego, słaby fotoreporter jest.
    Zresztą, w Fakcie jest wielu porządnych ludzi. Dzięki chłopakom z działu krajowego udało się uratować życie małego dziecka, które potrzebowało transportu z Polski do USA na operację. To taki przykład. Było wiele takich sytuacji gdy Fakt pomagał ludziom, chociaż oczywiście było wiele takich gdy szkodził. To jest korporacja, zawsze znajdzie się świnia, która zechce się wykazać i komuś zniszczy życie. Generalnie jednak zasada w brukowcu jest taka, że jest to, jak mówi szef Bilda: "Barykada ludzi ulicy"
    Ja już tam nie pracuję ale nigdy nie miałem poczucia, że się szmaciłem. Jeśli uznawałem, że temat jest poniżej mojej godności to mówiłem wprost: "sorry, nic z tego". Trzeba umieć odmówić. Ten, który daje sobą pomiatać, będzie miał tak samo przesrane w Fakie, Wyborczej i gazecie lokalnej, w której pracuje pan fotoreporter.

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 12:20
    Widzę, że autorowi bloga "zmiękła rurka :) Zniknął wpis z niedzieli i fotki które wzbudzały sensację! Ktoś zadzwonił? Postraszył sądem? Zabrakło odwagi, czy kaski, by bronić prawdy...

    OdpowiedzUsuń
  16. Doktor Mierzwiak (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 12:29
    Dawid,
    widzę, że usunąłeś kontrowersyjny wpis opatrzony zdjęciami...
    http://brukowiecstory.blog.interia.pl/?id=1805871
    ?

    Pozdrawiam
    Doktor Mierzwiak

    OdpowiedzUsuń
  17. Cenzura wróciła!!! (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 12:39
    Szanowni! Na szybko pragnę donieść, co się dzieje. Prawnicy Faktu zażądali od Interii zdjęcia ostatniego odcinka mojego bloga. I Interia się ugięła. Zniknął cały odcinek, zdjęcia i komentarze. Chciałem dziś pisać o czymś zupełnie innym - będzie o cenzurze. To na razie tyle tytułem informacji - Dawid

    OdpowiedzUsuń
  18. Pismo Interii (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 12:47
    Szanowny użytkowniku,



    W związku z otrzymaniem zawiadomienia o bezprawnych charakterze treści umieszczonych na Pana blogu, materiały stanowiące przedmiot zawiadomienia zostały usunięte w trybie art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.



    Równocześnie przypominamy, że zgodnie z postanowieniami rozdziału X pkt. 1 lit. d w przypadku podjęcia kolejnych prób umieszczania tych materiałów Pańskie konto użytkownika może zostać natychmiast zablokowane.

    OdpowiedzUsuń
  19. PROSTY LUD (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 12:48
    FAKT SIĘ BOI PRAWDY!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 12:52
    Szambelan

    OdpowiedzUsuń
  21. Doktor Mierzwiak (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 12:56
    Dawidzie,
    proponuję skopiować całego bloga na inny serwer. Proponuję też najpierw zasięgnąć opinii, na którym serwerze blogowym nie zostanie wprowadzona cenzura.

    Usunięty post wraz z komentarzami dostępny jest nadal pod adresem:
    http://brukowiecstory.blog.interia.pl/?id=1805871
    Można go sobie skopiować, zachować. Dawid - możesz go przekopiować na inny serwer wraz z komentarzami.

    Droga INTERIO - to wstyd, że piętnujecie prawdę. Gdyby autor bloga opisywał skrajnie nieprawdziwe informacje, to usunięcie posta byłoby słuszne. Lecz widzę, że doszło do tego, iż każdy może napisać na kogoś skargę i operator serwera usuwa wpis.

    A mnie się nie podoba kilka blogów na Interii. Są dla mnie prostackie i niepotrzebnie marnują prąd. Mamy przecież promować ekologię. Tak trąbicie w spocie na swoim RMF FM. Usuniecie blogi, które Wam podamy? Będzie zielono i wesoło kolo Kopca Kreta... tzn. Kościuszki.

    Trzeba uciekać za granicę z tematem. Jak kiedyś uciekło pewne radio...

    Pozdrawiam mało serdecznie
    Doktor Mierzwiak

    OdpowiedzUsuń
  22. Dawid do Interii (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 13:23
    Z ogromnym zdziwieniem przyjąłem informację o usunięciu ostatniego odcinka mojego bloga wraz ze zdjęciami i komentarzami. Odbieram to jako bezprawną interwencję cenzorską. W zamieszczonym tekście nie ma niczego, co naruszałoby zasady prawa prasowego. Nie ma nic, co wykraczałoby poza granice prawa, czy nawet dobrego smaku.
    Zamieszczone zdjęcia nie były zdjęciami pornograficznymi. Osoby na zdjęciach miały ogólnie przyjęte w mediach przepaski na oczach. Były zatem nierozpoznawalne.
    To, że komentatorzy bloga próbowali się domyślać, kto jest na zdjęciach, niczego nie zmienia. To nadal tylko domysły - mniej lub bardziej trafione.
    Dotychczas nie widziałem powodów, aby uciekać z blogiem na inny portal. W przypadku Waszych interwencji cenzorskich będę zmuszony to uczynić. Proszę o przywrócenie zablokowanych treeści bloga i umieszczenie w serwisie informacyjnym Interii wzmianki o żądaniach prawników Faktu.
    Z poważaniem - użytkownik Dawid

    OdpowiedzUsuń
  23. (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 13:46
    i wardejn

    OdpowiedzUsuń
  24. wojtek wardejn (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 14:18
    jako wieloletni współpracownik różnych mediów, jak wiekszość z nich, również obserwuję tego bloga, i jestem ciekaw czy niejaki "gość" będzie miał odwagę się ujawnić z imienia i nazwiska jeżeli już mojego użył.....

    OdpowiedzUsuń
  25. Yurek (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 16:03
    O nie !!! Nie nie ma na to zgody !!! Nie znoszę buractwa niezależnie od tego czy to Fakt czy Interia.
    Wczoraj trafiłem tu przypadkowo, dziś z wyboru. Ingerencja Interii jest oburzająca. Pewnie się boją, że na serwerach pojawią się blogi które "pojadą" z ich gazetkami. Rączka rączkę myje jak widać. Ale mam złą wiadomośc dla nich - nie uda się zablokować tej dyskusji.
    Na znak sprzeciwu wklejam usunięty mój wpis.
    =======
    Wczoraj, wieczorową porą napisałem:
    Witam,
    Trafiłem tu przypadkiem, nie mam nic wspólnego z Państwa środowiskiem. Jednak zaciekawiły mnie pewne wątki w tej dyskusji.
    Pomysł publikacji tych zdjęć... hmm... przyznam szatański. Nie wiem czy bym coś takiego zrobił na miejscu autora blogu, ale uderzył celnie i jak widzę po komentarzach - boleśnie. Być może zniszczył/skomplikował tym ludziom życie osobiste. No cóż trudno, w Państwa środowisku to chyba nic nowego. Za stary jestem na uwagi typu: "nie rób drugiemu... " itp.
    Czytam pełen emocji wpis Pani - jak rozumiem - członka zespołu redakcyjnego tej gazety.
    ".. bo to nasz zawód, tego oczekują Czytelnicy, brzydzi mnie to co się tutaj dzieje, zespół, kilkaset ludzi stworzyło taką atmosferę w redakcji, Rubaszne zarty, obejmowania, przytulania, umawianie sie na picie itp itd. I nie byla to gora tylko zwykli dziennikarze, tacy jak ja!!" - gratuluję fajnej zabawy! "Wstyd mi za was. I zeby uscislic - nie tylko za kolegow z Faktu, ale i za was wszystkich ktorzy tu piszecie" - a mnie proszę Pani nie jest za nich wstyd, nie jest mi wstyd również i za Panią, choć być może powinno... jest mi Pani po prostu żal. Niech się pani ogarnie choć na chwilę,.. pozbiera myśli... jeszcze raz przeczyta swó wpis. Pracując w czymś takim, Pani ma czelność mówić że fotograf miał "brudne intencje"?. Matko Boska a jakie intencje Wam przyświecają każdego dnia gdy robicie to prasowe gówno.
    Za parę złotych, weszła Pani do środowiska, które ludzi przyzwoici po prostu omijają szerokim łukiem. Nie jesteście dziennikarzami, to co robicie nie jest dziennikarstwem i kiedyś to zrozumiecie. Pozostanie w Was wówczs tylko niesmak i poczucie wstydu. A może nie? Może będzie Wam z tym dobrze? Szczerze mówiąc jest mi to dokładnie obojętne.
    I jeszcze ciepłe słowo do "Tępiciela gnid", właściwie bezinteresowna, życzliwa rada. Aby zrozumiał mój przekaz, użyję formy i języka którego używa. Otóż jeżeli chcesz tępy chamie i prostaku, spotykać w życiu na swojej drodze jak najmniej gnid, kurew i drani, to odejdz jak najszybciej z redakcji tej gadzinówki, ty szmato.

    OdpowiedzUsuń
  26. Doktor Mierzwiak (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 16:16
    Witam,

    w razie czego zapraszam do dyskusji nad poczynaniami Interii (i cenzury w ogóle) do mnie:

    http://zmierzwionyswiat.blogspot.com/2009/11/witajcie-dzis-byem-i-jestem-nadal.html

    Mam nadzieję, że Google jest bardziej liberalne. :)

    Pozdrawiam
    Doktor Mierzwiak

    OdpowiedzUsuń
  27. Blogtroper (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 16:22
    Ta interwencja pokazuje sposób działania szefów Faktu. Ma być cicho, Ordnung muss sein. Pokazuje poziom tolerancji na krytykę prasową osób mieniących się redaktorami. Powiem szczerze - Dawid nie mógł liczyć na lepszą reklamę. Ale czy to szefowie Faktu rozumieją? Śmiem wątpić

    OdpowiedzUsuń
  28. winny (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 16:27
    O widzę, że nie widzę....znaczy jak w fakcie są zdjęcia różnych osób w dwuznacznych pozach, znaczy ....Kali dobry...a jak ludzie a faktu to ...Kali zły....

    OdpowiedzUsuń
  29. Doktor Mierzwiak (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 16:51
    Witam ponownie w dniu dzisiejszym,

    jeśli Interia rzeczywiście usunęła wpis na podstawie tylko i jedynie zażalenia, to w gruncie rzeczy każdy z pokrzywdzonych mógłby zażądać od któregokolwiek wydawcy usunięcia jego materiałów z widoku publicznego.

    W przypadku Internetu nie ma z tym problemu - kasacja i po sprawie. A jeśli krzywdzące zdjęcia publikowane są w którejś z Gazet? Rozumiem, że na bezpodstawną prośbę skierowaną zapewne przez telefon lub mailem, w ciągu 10 minut pokrzywdzony jest w stanie wyegzekwować usunięcie całego krzywdzącego nakładu z punktów sprzedaży. Tak to rozumiem...

    Jeśli jakiś "bubek w odpustowych butkach" został urażony, a duma "tej Pani Joanny co się puszcza" została nadszarpnięta to niech po prostu opiszą tego Bloga, oczernią na łamach swojej Gazety. Mają z pewnością takie możliwości. Ale nie... wówczas dowiedziałby się o tym wielki Boss gdzieś w zagranicznym biurze AS i wezwał na dywanik. A tak, to ciach - prosta sprawa. E-mailik do kumpla z Interii i po sprawie.

    Być może problem jest marginalny, ale ryba psuje się od głowy. Dlatego takie pomysły Interii i Faktu powinny być napiętnowane gdzieś na szerszych wodach. Miejmy nadzieję, że Dawid uszykuje jakąś ostrą jazdę z nowymi materiałami w jakimś bezpieczniejszym miejscu niż cenzurowany serwis blogowy Interii.

    Wszyscy tak bardzo tępią Chiny za cenzurę... a tutaj okazuje się, że mamy to samo. Naprawdę WSTYD Panowie i Panie z Faktu i Interii!

    Pozdrawiam
    Doktor Mierzwiak

    OdpowiedzUsuń
  30. Kłopoty nadchodzą (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 18:53
    Kłopoty Pana Dawida jeszcze się nie zaczęły. Opublikował prywatne zdjęcia osób, które natychmiast zostały zidentyfikowane z imienia i nazwiska. Zdjęcia na pewno wkraczające z sferę prywatną. Przysłonięcie oczu paskiem nie ma tu nic do rzeczy. W tej sytuacji sądy nie uznają paska jako uniemożliwijącego identyfikację. IP Pana Dawida zostanie ustalone, a poda je Interia, któej zagrożą prawnicy Axel Springel. Po IP ustalona zostanie tożsamość naszego blogera. Chyba, że jest hakerem i żongluje IP - wątpię. Po ustaleniu tożsamości zostanie zapewne złożony pozew przeciwko niemu. Sądzę, że zadośćuczynienie będzie przekraczać grubo ponad 100 tys. zł. Straty można wykazać na przykład zgłaszając świadków, którzy potwierdzą, że bohaterowie zdjęć stali się obiektem kpin, i że publikacja naraziła ich zawodową wiarygodność. Te zdjęcia w istocie niewinne niosły ze sobą możliwość daleko idących interpretacji. Wyrok skazujący Dawida za te zdjęcia jest absolutnie przesądzony. Kwestią otwartą jest suma. Minimum po 30 tys. zł dla każdego z bohaterów. Przy okazji do wiadomosci publicznej zostanie podane imię i nazwisko Pana Dawida zapewne związanego kiedyś z Faktem, ponieważ będzie musiał w ramach wyroku przeprosić za publikację (dodatkowe koszty). Po takich przeprosinach dziennikarz Pan Dawid dostanie wilczy bilet i raczej nie zostanie zatrudniony w żadnym medium w Polsce. Nikt nie będzie chciał zatrudnić kogoś, kto nie szanuje tajemnic firmy, z której odszedł i na której się mści. To dopiero będą kłopoty, które niechybnie nadchodzą. Wpisując się w poetykę części komentarzy tego bloga skonstatować należy, że Pan Dawid ma przesrane. Domniemana szlachetność, a tak naprawdę zemsta okazała sie umysłowo nieporadna.

    OdpowiedzUsuń
  31. (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 19:35
    Mam pytanie kiedy Fakt zapłaci za krzywdy ,które wyrządził ludziom.

    OdpowiedzUsuń
  32. szrek (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 20:00
    mam takie samo pytanie

    OdpowiedzUsuń
  33. Sprawiedliwy (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 20:18
    Na rozkaz Felusia vel Fallusia usunięto zdjęcia z jego udziałem i wpisy, które demaskowały tego osobnika. Ale to nie zamknie nam ust. Dlatego kilka słów prawdy o Fallusiu. Ten specjalista od leczniczych właściwości "środkowego strumienia moczu" pochodzi z lumpenproletariackiej rodziny z Nowej Huty. Stanowi pierwsze pokolenie Fallusiów, które usłyszało Gaudeaumus igitur. Może właśnie dlatego tak świetnie się rozumie z Jankowskim, który pochodzi z wolskiego lumpenproletariatu (matka sprzątaczka, ojciec milicjant). Prosty chłopak niczym nie wyróżniający się na studiach gdy tylko został dziennikarzem, a w zasadzie dziennikarzyną, poczuł wiatr w żaglach. A zupełnie mu odwaliło, gdy zaczął przywoicie zarabiać. Uznał, że skoro on miesięcznie dostaje więcej, niż jego oboje rodziców przez cały rok, to mu wszystko wolno. Już pracując w Superaku dał się poznać jako mobber, lansiarz, tchórz i wyjątkowy leń. A do tego wszystkiego krętacz i oszust. Będąc szefem lokalnego wydania Superaka załatwił swojej żonie pracę w spółdzielni mieszkaniowej "Pojezierze" w zamian za przychylne materiały o prezesie spółdzielni na łamach Superaka. Tu poczytajcie o szczegółach http://naszesm.pl/?s=a&i=64 jego przekręciarskiej roboty. Gdy przeszedł do Faktu, nastąpiło jeszcze spotęgowanie jego negatywnych cech. Szmacenie ludzi, ubliżanie korespondentom, mobbowanie, wyrzucanie z pracy, składanie ohydnych donosów do Jankowskiego - to był i jest jego chleb powszedni. Falluś uważał się za półboga, chociaż kierowany przez niego dział był cienki jak szczypiorek. Nic więc dziwnego, że po roku Fallusiowej działalności Jankowski odebrał mu dział i ściągnął z Łodzi na jego miejsce Jastrzębowskiego, człowieka, który miał normalne podejście do ludzi. Dla Fallusia to było zbyt wiele, zepchnięty na boczny tor, oskarżał Jastrzębowskiego o alkoholizm i narkomanię. Słał donosy. Bezskutecznie. Z czasem swoją frustrację zaczął rozładowywać agresją seksualną. Zanim doszło do molestowania seksualnego Agnieszki S., które zakończyło się skierowaniem sprawy do sądu, po drodze napastował Renię C. z Katowic, Monię M. z Łodzi, Monikę z działu Ludzie i wiele innych kobiet, które dzielnie stawiały mu opór.
    Falluś to zwykły frustrat, któremu w życiu niwiele wyszło i dlatego wyżywa się na swoich pracownikach.

    OdpowiedzUsuń
  34. Ania (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 20:23
    Szanowni dyskutanci skupili się tu na problemach z jakimi muszą się zmierzyć dziennikarze i redaktorzy Faktu. Wiele rzeczy, które tu przeczytałam są świentą prawdą. Ale prawdą jest też to, że na poły kryminalne wyczyny Roberta F. są niczym, przy mobbingu, zastraszaniu i molestowaniu jakiego dopuszcza się Piotr G., tzw. dyrektor artystyczny, który bezwględnie żądzi studiem graficznym. Nie miał z nim do czynienia żaden z korespondentów i dziennikarzy, i na szczęście, ale na co dzień muszą znosić jego chamskie odzywki i grubiańskie zachowanie graficy. Najbardziej przerażające w jego zachowaniu jest wykorzystywanie seksualne podwładnych. Piotr G., podobnie zresztą jak Robert F. szczęśliwy mąż i ojciec brutalnie molestował Sylwię Z. z sekretariatu. Ile to razy musiałam wysłuchiwać jej płaczu na kawie i opowieści, jak zmusza ją do seksu. Jak obmacuje i po pracy każe jechać do wybranego hotelu. Takie postępowanie to w Fakcie norma. A i naczelny na to wszystko pozwala.

    OdpowiedzUsuń
  35. Yurek (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 20:30
    Kłopoty nadchodzą? Tak uważasz? Chcesz go przestraszyć żonglując karami, cyframi, infamią, utratą pracy, wiarygodnosci? Posłuchaj mądralo, wiarygodność już utracił bo - jak rozumiem - pracował w Fakcie. Po drugie, zróbcie mu proces, pozwijcie faceta, bardzo proszę, kolejny strzał w kolano. To się zorganizuje ogólnopolską zbiórkę kasy na karę dla tego Pana. W razie skazującego, prawomocnego wyroku deklaruje wpłatę 500 PLN. Postawi się (gdziekolwiek) portal na ten temat, będziecie mieli fantatyczną jazdę. Zamiast zdjęć, może internauci którzy widzieli te obrazki własnymi słowy opiszą co na nich było. Tak plastycznie, ze szczególami. Bohaterowie tych obrazków mają zapewnioną reklamę na parę lat i zapewne dozgonną wdzięczność niemieckich szefów. Jak wojna to wojna. Jesteś pewny, że oni chcą wojny? A ja stawiam dolary przeciw orzechom, że gdyby co.. to wolą zamieść sprawę pod dywan. I na koniec w sumie żal mi tej Pani i tego Pana, mam mieszane uczucia co do publikacji tych zdjęć. To się zdarza wszędzie, kto jest bez grzechu niech rzuci kamieniem. Zal mi ich dlatego się dziwie że chcecie iść na wojnę w ich obronie. Przecież nagłaśnienie tej afery tylko może im zaszkodzić, zawodowo i osobiście. Swoją drogą to partner tej Pani może zadaje sobie pytanie: jeżeli tak zachowuje się w pracy to co się dzieje np na delegacjach lub wyjazdach integracyjnych? (pewnie takie macie) Ponura sytuacja... Wcale nie do śmiechu Podniesliśe wrzask kiedy facet zaatakował Was bronią którą używacie na codzien wobec ludzi. Boli? Prawda?

    OdpowiedzUsuń
  36. Grzegorz Jankowski (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 20:33
    Informuję, zarówno autora tego odrażającego bloga, jak i komentatorów, że zarówno ja, jak i wydanictwo Axel Springer Polska będą z całą surowością ścigać wszystkie osoby, które w jakikolwiek sposób naruszą dobre imię któregokolwiek pracownika dziennika "Fakt" oraz Wydawnictwa. Chciałem również poinformować, że autor bloga oraz osoby dokonujące wpisów mających na celu zdyskredytowanie Wydawnictwa nie są już dla nas anonimowe, co umożliwi nam podjęcie stosownych krokó prawnych.
    Grzegorz Jankowski

    OdpowiedzUsuń
  37. nemo (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 20:38
    proszę bardzo, jak widać cenzura faktem jest

    OdpowiedzUsuń
  38. Kłopoty nadchodzą (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 21:24
    Do Pana Yurka. Proszę Pana zostałem źle przez Pana zrozumiany. NIe jestem pracowniikiem AS. NIe mam zamiaru nikomu tam szkodzić, czy nikomu pomagać. Moje doświadczenie życiowe podpowiada mi, że we wszystkich firmach, w tym także redakcjach dochodzi do konfliktów i nadużyć.Niestety mobbing, a czasem coś co za mobbing jest uważane, albo molestowanie, albo coś co za molestowanie jest uważane ma miejsce w każdej hierarchicznej społeczności. Ze zdjęć, które opublikował Pan Dawid nie wynika, że doszło do zdrady. Widać na nich coś co może do zdrady doprowadzić, ale może też nie doprowadzić do niczego. Widziałem dużo zdjęć, które mogły być nadinterpretowane. Publiakcja tych zdjęć, to jednak z całą pewnością naruszenie obowiązującego prawa. Gdybym to ja był na miejscu bohaterów zdjęć ścigałbym sprawcę i żądał wysokiej kary i przeprosin. Widzę, że dwie osoby zadały pytanie, czy Fakt zapłacił swoim "ofiarom". O ile mi wiadomo sądy zasądzały w podobnych sprawach wysokie zadośćuczynienia i przeprosiny. Te dane mogą Państwo znaleźć przez wyszukiwarkę. Nie osądzając intencji Pana Dawida poza sporem jest, że publikując swój blog na polskim serwerze pokazał, że jego inteligencja może konkurować z umysłowymi zdolnościami pantofelka. Oczywiście prosiłbym o wybaczenie pantofelki.

    OdpowiedzUsuń
  39. Yurek (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 22:40
    Szanowny Panie "Kłopoty nadchodzą",

    Na Boga, mnie nie obchodzi czy "doszło do zdrady" i do "czego to prowadzi". Mnie kompletnie nie interesuje co ci ludzie robią w godzinach pracy i po jej zakończeniu. Mogą spółkować z kim chcą, mogą pić, grać w karty, albo na saksofonie... co tam sobie jeszcze wymyślą. Nie mój cyrk, nie moje małpy - jak mawia przysłowie. Nie zamierzam dokonywać interpretacji czy też "nadinterpretacji" tych obrazków. Być może przy maksimum wysiłku uda się wyjaśnić odbiorcom zdjęć, że ci Państwo dokonywali własnie ralaksacji bądź żywo dyskutowali nad treściami które będą zawarte na pierwszej stronie najnowszego wydania gazety. Być może... Nie obchodzi mnie to. Do zabrania głosu w dyskusji skłoniły mnie dwie, włąsciwie jedna kwestia. Przypadkowo wchodząc na stronę bloga przeczytałem komentarze - jak rozumiem - członków zespołu redakcyjnego. W największym uproszczeniu mówiąc żalą się nad swoim losem. Robota podła, jakiś redaktor jest cham, jakiś inny podszczypuje panienki, musza pisać "kupy" generalnie gehenna... Robią to z najwyższym obrzydzeniem.. bo wiesz jak jest ... kasa... może kredyty.. . Martyrologia jednym słowem. Ale pojawia się też nutka żalu do autora bloga. Otóż Pan Dawid jest świnia bo dowalił Joasi (?) a ona jest w sumie fajna. A fotograf jest be bo zrobił takie zdjęcie, zachował się nie etycznie etc... I tu mnie podniosło! Ludzie którzy na codzień żyją z gnojenia innych ludzi, nagle poczuli się skrzywdzeni, postąpiono z nimi nieetycznie.... Takiej obłudy i zakłamania nie widziałem już dawno. Wie Pan, w sumie to nie chce mi się nawet o tym gadać...
    Sprawa druga to cenzorskie ingerencje Interii i szefostwa Faktu. Tu podniosło mnie po raz drugi. Cenzurę pamiętam. Myślałem, że to już przeszłość - jak widać myliłem się.
    Aby była pełna jasność, jestem tu zupłnie przypadkowo, nie znam nikogo z tych ludzi, nie jestem z tego środowiska (na szczeście :-) i zarówno do jednej jak i do drugiej strony konfliktu żywię - delikatnie mówiąc - niechęć.
    I jeśli Pan pozwoli to na koniec kamyczek do Pańskiego ogródka. Porównywanie inteligencji autora bloga do pantofelka chluby Panu nie przynosi i jednoznacznie ustawia Pana w jednym szeregu z faktowymi pałkarzami obecnymi na tym forum, a to już powód do wstydu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  40. Kłopoty nadchodzą (gość) wtorek, 24 listopad 2009, 23:04
    Do Pana Yurka. Pan miesza porządki, co niestety zdarza się często. Ja nie oceniam czy ktoś działa etycznie, czy nieetycznie. Zapewne zdaje Pan sobie sprawę jak wiele nietycznych zachowań dopusczają się dziennikarze wszelkich mediów. Być może w Fakcie takich przypadków było więcej, tego nie potrafimy ocenić. Potrafimy natomiast ocenić stan prawny. Zupełnie niepotrzednie oburza się pan na rzekomą cenzurę, ponieważ jest to działanie standardowe. Nakaz usunięcia treści niezgodnych z prawem dotyczy wszystkich leglanie działających portali. Zapewne fakt musi też usuwać takie treści po wyrokach sądowcy, albo przed jeśli nie uważa, że może sprawę wygrać. Mam nadzieję, że zgodzi się Pan ze mną, że umieszczenie zdjęć na tym blogu dwóch osób w pozach nazwijmy to frywolnych jest naruszeniam prawa tych ludzi. Niestety z punktu widzenia prawa, to czy oni ewentualnie robili kiedyś to samo czy nie, nie ma znaczenia. Samosądy w Polsce, także medialno-blogowe nie są dozwolone. Tutaj Pan Dawid polegnie niezależnie od naszych sympatii czy antypatii. Jeżeli chce się popełniać czyny zabronione trzeba oczywiście zdawać sobie sprawę z konsekwencji. Może to zabrzmi jak zachęta do łamania prawa, ale gdyby Pan Dawid był osobą przewidującą nie ryzykowałby umieszczania treści na polskim serwerze. To jest wiedza powszechna. Prawnicy AS są znani w środowisku ze swojej skuteczności. Na ich miejscu przeprowadziłbym pokazowe dochodzenie, żeby odstraszyć inne jak rozumiem sfrustrowane osoby, na których praca wywarła głębowkie niezatarte wrażenie. To chłodna analiza. Pan wybaczy, ale z mojego wywodu wynika, że pantofelka muszę podtrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  41. Yurek (gość) środa, 25 listopad 2009, 09:11
    No cóż, niech tak pozostanie. Będziemy się po prostu "pięknie różnić"... :-))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  42. Fan (gość) środa, 25 listopad 2009, 10:34
    Dawid gdzie jesteś???

    OdpowiedzUsuń
  43. wojtek wardejn (gość) środa, 25 listopad 2009, 20:37
    DO GOSĆI ponawiam prośbę do osoby która wpisała w komentarzach moje nazwisko w dwuznacznym kontekście, o ujawnienie się skoro jest tak "odważna", poczekam jeszcze parę dni i będę zmuszony podjąć kroki prawne w celu ujawnienia adresu IP tego blogowicza....

    OdpowiedzUsuń
  44. Kuko (gość) czwartek, 26 listopad 2009, 14:38
    Pracowałem już nie pracuję w Faku. 100% Prawdy.

    OdpowiedzUsuń